Breaking Free from the Cloud: My Journey to Self-Hosted Freedom
Why I decided to take back control of my data
I’ll never forget the day I decided to quit Google Drive. It wasn’t a decision driven by ideology, but rather a growing sense of unease about having all my files stored on someone else’s server, being read by bots I’d never see. So, I took the plunge and built my own Nextcloud box using a recycled Dell Optiplex, a 2TB drive, Debian, Fail2ban, and a VPN back to my phone. It cost me a weekend and about $40, but it was worth it.
The first week felt amazing. I’d finally unplugged something that had been siphoning me dry without my noticing. I synced my phone, moved my files, and set up encrypted backups to an external drive in a fireproof box under my desk. But then, the withdrawal hit. Not technical, but psychological. I’d be at a coffee shop, reach for a file, and remember it was at home. My server was at home, and I wasn’t. For 15 years, I could access anything, anywhere, instantly. Now, I had to plan, think about what I’d need before leaving. It felt like carrying a physical notebook again, but worse, because I knew the infrastructure still existed, and I’d locked myself out on purpose.
The Challenges of Breaking Up with the Cloud
The second challenge was sharing. I sent a friend a doc link out of habit, but now it’s a Nextcloud URL that needs an account or a download. He asked me to just email it, and I did. It felt like losing. The third was photos. I used to auto-upload to Google Photos, where the AI would tag faces, let me search “sunset” or “dog,” and pull up six years of shots. Now, they pile up in folders, and I have to remember filenames. I’m looking into PhotoPrism, but it’s not the same. I’m the curator now, and it’s more work.
The biggest challenge was realizing how much I’d outsourced my own memory. Google remembered for me. Now, I’m relearning how to keep a mental index. It’s slower, frustrating, but it’s mine. I’m not going back, though. I’ve added redundancy since then, with a second backup at a friend’s place, rsync jobs nightly, and encrypted offsite copies. My system’s stronger now, but the withdrawal’s real. Your brain gets wired to the cloud the same way it does to nicotine or doomscrolling. You don’t notice till you stop.
Lessons Learned and Tips for Those Considering Self-Hosting
If you’re thinking about breaking free from the cloud, start small. One service at a time. Documents, then photos, then email if you’re brave. Don’t rip it all out at once, or you’ll break your workflows and crawl back in a week. Build the setup first, migrate slow, and accept that some things will be less convenient. That’s the cost. For me, it was worth it. My data lives in a box I can touch now. If it dies, it’s because I messed up, not because some ToS changed or an algorithm flagged my account.
I’m curious, has anyone else tried this? What’s your setup look like? Do you have any tips or advice for those considering self-hosting? I’d love to hear about your experiences and learn from them.
Odłączenie od chmury: Moja podróż do wolności hostingowej
Dlaczego zdecydowałem się odzyskać kontrolę nad moimi danymi
Nigdy nie zapomnę dnia, w którym zdecydowałem się zrezygnować z Google Drive. Nie była to decyzja podyktowana ideologią, ale raczej rosnącym niepokojem o przechowywanie wszystkich moich plików na serwerze kogoś innego, czytanych przez boty, których nigdy nie zobaczę. Zatem, podjąłem decyzję i zbudowałem własną skrzynkę Nextcloud, używając odzyskanego Dell Optiplex, dysku 2TB, Debiana, Fail2ban i VPN z powrotem do mojego telefonu. Kosztowało mnie to weekend i około 40 dolarów, ale było warto.
Pierwszy tydzień był niesamowity. Wreszcie odłączyłem się od czegoś, co bez mojego zauważenia wysysało mnie na sucho. Zsynchronizowałem swój telefon, przeniósłem pliki i ustawiałem zaszyfrowane kopie zapasowe na zewnętrznym dysku w ognioodpornej skrzynce pod biurkiem. Ale potem, nastąpiło odstawienie. Nie techniczne, ale psychiczne. Byłem w kawiarni, sięgałem po plik i pamiętałem, że jest on w domu. Mój serwer był w domu, a ja nie. Przez 15 lat mógłbym uzyskać dostęp do wszystkiego, wszędzie, natychmiast. Teraz muszę planować, myśleć o tym, czego będę potrzebować przed wyjściem. Czuło się to jak noszenie notatnika fizycznego, ale gorsze, bo wiedziałem, że infrastruktura nadal istnieje, a ja samodzielnie ją wyłączyłem.
Wyzwania związane z rozstaniem z chmurą
Drugim wyzwaniem było udostępnianie. Wysłałem przyjacielowi link do dokumentu z nawyku, ale teraz jest to adres URL Nextcloud, który wymaga konta lub pobrania. Poprosił mnie, abym po prostu wysłał to pocztą elektroniczną, i tak zrobiłem. Czuło się to jak porażka. Trzecim wyzwaniem były zdjęcia. Dawniej automatycznie przesyłałem je do Google Fotos, gdzie sztuczna inteligencja oznaczała twarze, pozwalała mi wyszukać “zachód słońca” lub “pies” i wyświetlać sześć lat zdjęć. Teraz gromadzą się one w folderach, a ja muszę pamiętać nazwy plików. Zastanawiam się nad PhotoPrism, ale nie jest to takie same. Jestem kuratorem teraz, a to wymaga więcej pracy.
Największym wyzwaniem było uświadomienie sobie, jak bardzo zewnętrznie powierzyłem swoją własną pamięć. Google pamiętał za mnie. Teraz uczę się na nowo, jak utrzymywać mentalny indeks. Jest to wolniejsze, frustrujące, ale jest moje. Nie wrócę już do poprzedniego stanu. Od tego czasu dodałem nadmiarowość, z drugą kopią zapasową u przyjaciela, zadaniami rsync co noc i szyfrowanymi kopiami w miejscu innym niż moje. Mój system jest teraz silniejszy, ale odstawienie jest prawdziwe. Twoja głowa dostosowuje się do chmury w taki sam sposób, jak do nikotyny lub przewijania w dół. Nie zauważasz, dopóki nie przestaniesz.
Lekcje i porady dla tych, którzy rozważają samodzielne hostowanie
Jeśli myślisz o odłączeniu się od chmury, zacznij od małych kroków. Jedna usługa na raz. Dokumenty, potem zdjęcia, potem poczta elektroniczna, jeśli jesteś odważny. Nie wyrzucaj wszystkiego na raz, bo złamiesz swoje przepływy pracy i wrócisz do poprzedniego stanu w ciągu tygodnia. Zbuduj najpierw swoją konfigurację, przenoś powoli i zaakceptuj, że niektóre rzeczy będą mniej wygodne. To jest koszt. Dla mnie było to warte. Moje dane mieszkają teraz w skrzynce, którą mogę dotknąć. Jeśli umrze, to dlatego, że ja sam popełniłem błąd, a nie dlatego, że jakiś regulamin się zmienił lub algorytm oznaczył moje konto.
Ciekawi mnie, czy ktoś inny spróbował tego? Jak wygląda twoja konfiguracja? Masz jakieś porady lub wskazówki dla tych, którzy rozważają samodzielne hostowanie? Chciałbym usłyszeć o twoich doświadczeniach i się od nich uczyć.